:: wzmianki w gazetach o DPS




Nasz dom


Ostatnio bawił tutaj reporter przed rokiem. 0d tego czasu zaszły duże zmiany. Już przed samym Domem Rencistów - bo o nim mowa - widać je wyraźnie. Plac przed wejściem, dawniej tonący w błocie - dziś wyłożony trylinką. Obok zieleńce i kwietniki urządzone rękami pensjonariusz. Z tyłu małe działki. Chętni "grzebią" przy pomidorach, ogórkach. Wewnątrz obiektu - nowa placówka: klub - kawiarnia "Ruchu". Tyle zmian zewnętrznych. Tropem zeszłorocznego rekonesansu reporter w towarzystwie nowego kierownika PDR G. Bandoły (a potem bez niego) - puka do tych samych drzwi. Pod nr 101 p. MP. jak zwykle wesoły i skory do rozmowy. Nie pytany, sam mówi: "w naszym domu..." i tutaj następuje długi wywód o zmianach na lepsze. Znajdujemy jeszcze czas na osobiste wspominki sprzed kilku lat i żegnamy się. W pokoju przewodniczącego samorządu małe zmiany. Ale jego lokator ni się nie zmienił. Zawsze czuły na ludzkie sprawy, ubolewa nad drobnymi incydentami (zresztą już zażegnanymi) z kilkoma niesfornymi pensjonariuszkami, które nie chciały poddać się zwyczajom i normom nowej, wciąż jeszcze kształtującej się społeczności. Prze dwoma laty wchodził tutaj każdy z wizją o spokojnej starości. Dziś jej obraz jest coraz bliższy. W przejściu zatrzymuje nas 70 - letnia p. G.R.: kiedy pan redaktor przyjdzie z wykładem takim jak przed rokiem? -A nikt was nie odwiedza? Niektórych - rodzina, czasem przyjedzie ktoś z Ligi Kobiet, rzadziej - harcerze a może trochę za często - urzędowa kontrola. Ale prasę czytamy codziennie. Napiszcie parę słów o nas. Popołudnie. Czas płynie leniwie. Do telewizji jeszcze dwie godziny. Prasę przeczytano już rano - a biblioteka w klubie raczej skromna. Grupkami wychodzą starzy ludzie ze "swego" domu. Jedni do parku, drudzy - na gwarną ulicę miasta. Są starzy i zmęczeni życiem. Ale nie zniechęceni. Tutaj odnaleźli, bądź są bliscy odnalezienia sensu życia, które z reguły nie było dla nikogo z nich łatwym. I tylko ten balast minionych lat często im przeszkadza. Ci - o silnej woli - mówią i myślą o tym rzadko. Dla własnego dobra, dla atmosfery całej społeczności domu, który naprawdę jest ich własnym. W nim jesień życia nie musi być smutna. Ale to nie tylko wynik troski państwa i samarytańskiej pracy personelu. Potrzebna jest jeszcze dobra wola jego mieszkańców.

(b-k)

Gazeta Krakowska - 8 września 1964






Powrót do strony głównej



"Bóg mi przebaczy,
to jest Jego fach."

Heinrich Heine